My kind of town

sobota, 10 kwietnia 2010
Okrutny zart historii

Wymiar tej tragedii jest duzo wiekszy niz polityczne sympatie. Gdy przeczytalam smsa od M. oraz zobaczylam czarne strony "Wyborczej" dzis rano, to poplakalam sie, bo to jest tragedia narodowa. To takze ogromna strata dla rodzin tylu osob. Mysle o corce Kaczynskich, ktora stracila oboje rodzicow i o tych wszystkich, ktorzy oplakuja teraz swoich mezow, zony, braci, matki i ojcow. Mysle tez o ich ostatnich chwilach, kiedy wiedzieli, ze za chwile umra. Mysle rowniez o tym, ze stalo sie to w miejscu, ktore 70 lat widzialo jedna z najwiekszych tragedii w naszej historii. Walesa powiedzial, ze to "Katyn 2"

Maz wywiesil przed domem polska flage.

PS. Przepraszam za brak polskich liter, ale nie chce grzebac w komputerze tesciowej, zeby je ustawic.

niedziela, 04 kwietnia 2010
Dzisiejszy spacer

22:57, aniabuzuk , Różne
Link Komentarze (11) »
sobota, 03 kwietnia 2010
Alarm

Ile czasu zdycha akumulator w samochodzie, w którym włączył się alarm, a właściciela szlag gdzieś trafił? Jak na razie 4,5 godziny tuż pod moim oknem. Normalnie zaraz dostanę kota i zacznę chodzić po ścianach! To ja już wolę kosiarki i dmuchawy do liści.

10:35 - Wróciłam z kina, a ten dalej napiernicza. Wcześniej było łuuu-łuuu-łuuu-iiii-ooo-iiiii-ooo-ęęęę, a teraz jest tak jak ktoś chce posłuchać mojej dzisiejszej kołysanki.

22:35, aniabuzuk , Grrr
Link Komentarze (8) »
Improwizowana święconka

Jaj w Chicago jeszcze nie święciłam. Szczerze mówiąc, nie chciało mi się. No ale czego się nie robi dla dziecka.


Koszyk z Walgreensa (99 centów - tańszych nie było), dwa jajka, kromka chleba (zawinięta w folię, żeby nie wyschła), sól i pieprz w kieliszku do wódki, kawałki kabanosa, pierdzący zajączek Zosi (ten biały - pierdzący dlatego, że miał niby piszczeć, ale jak się go naciska, to brzmi jakby puszczał bąki), włóczkowy zajączek-nakładka na jajko (wielkanocne) zrobiony przez teściową dla hazbenda ze 30 lat temu i pisanka od Hjuston, a raczej od Mamuta, czyli jak zrobić święconkę w 15 minut.

Tylu Polaków naraz to ja już dawno nie widziałam. Mąż był lekko zdegustowany, ja zresztą też, bo brakowało ładu i składu, niewiadomo było dlaczego stoją dwie kolejki (jedna do święcenia, druga do inscenizowanego grobu, jak się później okazało), ludziska oczywiście pchali się do stołów, żeby postawić swoje wypasione kosze, a potem stali obok nich, aby po poświęceniu złapać swój od razu i wypchać się z kościoła, blokując tych z tyłu, którzy chcieli swoje święconki ustawić, dzieciaki się darły, a ja obceniałam polskie panny w mini spódniczkach z podrabianej skóry. Ksiądz zaczął nie od "Szczęść Boże", tylko od tego, aby wyłączyć telefony komórkowe, rzucił jakąś luźną gadkę o współnym posiłku z Jezusem, a potem kropił i kropił, na ludzi też. Tłum rzucił się po kosze i do drzwi.

No więc udanego śniadania z Jezusem jutro!

20:06, aniabuzuk , Różne
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 29 marca 2010
Spring break za rok

W trailer parku. Teściowie kupili sobie drugi dom w postaci przyczepy kempingowej. Jak stwierdziła teściowa w liście, powinno się znaleźć miejsce dla naszej trójki. Jechać? W trailer parku mnie jeszcze nie było. Na Florydzie też nie.

22:23, aniabuzuk , Różne
Link Komentarze (13) »
wtorek, 23 marca 2010
Spis ludności

Agnieszka pisała dziś o propozycjach zaznaczania polskiego pochodzenia w ankiecie spisu ludności, co szczerze mówiąc nawet nie przyszło mi do głowy podczas wypełniania. Mnie zainteresowało co innego, a mianowicie duży nacisk administracji na to, aby ankietę wypełnić i odesłać. Najpierw dostałam zawiadomienie, że za parę dni przyjdzie ankieta. Potem poczta doręczyła właściwy formularz z groźnie wygladającym napisem na przodzie koperty "Your response is required by law". Czy ktoś wie, czy za niewypełnienie grożą jakieś sankcje? Wydawało mi się, że wypełnienie i odesłanie ankiety odbywa się na zasadzie dobrej woli, ale może się mylę? A wczoraj dostałam kolejny papier, tym razem z zapytaniem, czy wypełniłam i odesłałam formularz. W drodze jest pewnie kolejny, tym razem z podziękowaniem. Nie za dużo tych papierków? Wiem, że administracji zależy, aby jak najwięcej osób odpowiedziało i że leży to też w moim interesie, no ale aż trzy koperty? A tak w ogóle, to miałam nadzieję, że spis ludności będzie się odbywał tradycyjną metodą "od drzwi do drzwi" i ktoś przyjdzie do mnie do domu i że będzie hihowareyoudoing i w ogóle. No ale widocznie pocztą taniej i może efektywniej. Skoro o papierkach mowa, to nadal nie możemy się zabrać za rozliczenie podatków, choć w tym roku szykuje się chyba jakiś zwrot. Rozliczyliście się już?

piątek, 19 marca 2010
Mały rybak

Poprawność polityczna dotyka również niemowlaki w Ameryce, jak się wczoraj przekonałam. Odwiedziła mnie moja szefowa z pierwszej pracy i przyniosła zabawki do kąpieli dla Zosi.

Dziecko moje zostało więc uświadomione rasowo. Not that there's anything wrong with that. Czy Wasze dzieci mają/miały zabawki w innym kolorze skóry?

17:07, aniabuzuk , Różne
Link Komentarze (15) »
środa, 17 marca 2010
Lasania by Ania

A to było tak: szwagierka męża robiła lasanię. Mówi do swojej półtorarocznej córki: "We are going to cook lasagna". A June na to: "Cook Ania?" Jill: "No, June, cook lasagna". June: "Cook Zosia?"

Po takim dictum nie było rady na układy, tylko robić lasanię. Przepis na lasanię wegeteriańską (Aneta, coś dla Ciebie) mam od teściowej. Jej lasania to jedno z moich ulubionych dań w jej wykonaniu. Do tego stopnia, że będąc we wczesnej ciąży i mając mdłości, jadłam lasanię niemal na siłę (choć mnie mdliło od zapachu), bo wiedziałam jaka jest dobra. Lasania była w zamrażalniku po urodzeniu Zosi, lasania dostała się nam ostatnio "na drogę", gdy wyjeżdżaliśmy z Ohio od teściów, lasania jest niemal zawsze, gdy tam jesteśmy. Lasania jest po prostu kultowa w rodzinie. Po historii z June w końcu zakasałam rękawy.

Roboty jest od cholery. Zaczęłam dzień wcześniej gotując sos do spaghetti i rozmrażając szpinak. Kuchnia wyglądała jakby wybuchła w niej bomba pomidorowo-serowa. Można sobie życie trochę ułatwić i np. użyć gotowego sosu do spaghetti, czy startych już serów w torebkach, jak komuś się nie chce tarkować całego bloku mozarelli. Sos pomidorowy (2 cups albo trochę więcej) mieszamy z 4 uncjami pokrojonych pieczarek i startą średniej wielkości cukinią (1 cup). W drugiej misce mieszamy 1 1/2 cups sera ricotta, 1/3 cup startego parmezanu, 1 1/2 łyżeczki oregano (2 łyżki jak świeże) wraz ze szpinakiem (ja użyłam rozmrożonego - opakowanie 10 uncji). Potrzeba też 2 cups startej mozarelli.

Lasania z przepisu pasuje najlepiej do kwadratowego naczynia 8x8 cali (9x9 też może być). Może być szklane albo aluminiowe. Na spód kładzie się 1/2 cup sosu z pieczarkami. Na to dwa kawałki makaronu do lasanii. Tu idę na łatwiznę i używam takiego, który nie wymaga wcześniejszego gotowania. Gotowanie kluchów przy tej ilości roboty to już nie na moje nerwy. Oba kawałki lasanii nie powinny się dotykać ani na siebie zachodzić. Na makaron dajemy ćwiartkę mieszanki szpinakowej i na koniec ćwiartkę startej mozarelli (1/2 cup). Cały proces powtarza się 3 razy, zaczynając od kluchów. Lasania jest gotowa do pieczenia.

Piecze się ją 35 minut z folią aluminiową na wierzchu, po czym 10 bez w temperaturze 400F (205 C). Po upieczeniu zostawia się całość na 10 minut do ostygnięcia. Można też lasanię przygotować dzień wcześniej, wsadzić do lodówy i upiec następnego dnia, przedłużając pierwsze pieczenie do 45 minut.

A po upieczeniu, kieliszek winka i BAM, jak to mawia Emeril. Jak wymyślę czym zastąpić ricottę, to zamierzam zrobić taką lasanię rodzicom latem.To jest prawdziwa mamma mia.


piątek, 05 marca 2010
Wind of change

1977

2010

03:30, aniabuzuk , Zosia
Link Komentarze (15) »
sobota, 27 lutego 2010
Złota Justyna!!!

Spociłam się, ochrypłam od wrzasku i na koniec poryczałam jak bóbr patrząc jak Justyna Kowalczyk mija PIERWSZA linię mety! Pierwsza Polka ze złotem z zimowej olimpiady! Co za finisz! Ledwie trzy dziesiąte sekundy! Justyna, jesteś wielka! Po prostu brakuje mi słów i znowu będę ryczeć, gdy zagrają hymn.

22:26, aniabuzuk , Różne
Link Komentarze (7) »