My kind of town

piątek, 31 października 2008
Nie tylko ludzie przebierają się na Halloween

Live from New York, it's the Halloween bike!

                             Zdjęcie przysłała Swert.  

wtorek, 28 października 2008
Ostatnie żeberko hrabiego Barry Kenta

Sezon grillowy powoli dobiega końca, więc korzystając z niezłej sobotniej pogody upiekliśmy zalegające w zamrażalniku żeberka. Żeberek było w czorta, więc zaprosiliśmy pomocników do konsumpcji, ze słodkich ziemniaków zrobiliśmy frytki, a na deser pani domu własnoręcznie upiekła pierwszy w życiu apple pie, który nawet się udał, wedle relacji pomocników (przepis na crust od teściowej).  A tak na marginiesie, będąc parę lat temu w Ohio, strasznie się ucieszyłam, gdy zobaczyłam, że „nasi" tam są. Mijaliśmy akurat jakiś sklepik z napisem „Pies". Pomyślałam, że nazwa ciut dziwna, no ale w sumie lepsza niż np. „Pod psem", po czym mąż oznajmił, że w tym „psim" sklepie sprzedają pies, czyli ciasta. I tak zakończyło się moje niedoszłe spotkanie z Polonią w Ohio.

Mąż zarzeka się, że będzie rozpalał grilla zimą, no ale jak to zobaczę, to Wam powiem, a póki co, sezon grillowy uważam za zamknięty.

poniedziałek, 27 października 2008
Październik miesiącem koncertów

Po Tinie, wczoraj Madonna.

Miejsce miałam niezłe, choć ze zdjęć niestety tego nie widać, no ale musiałabym siedzieć pod samą sceną, żeby mieć dobre foty z mojego małego aparaciku.


A sam koncert - w porządku, ale bez obłędu. Jaka płyta, taki koncert. Uwielbiam Madonnę od lat, ale ostatni album jest tylko okay i to według mnie było widać wczoraj w United Center. Poprzedni koncert Madonny, który widziałam dwa lata temu był absolutnie fantastyczny: przemyślany, spójny, utrzymany w klimacie dyskotekowych „Confessions on a Dance Floor", a ja dostałam koncertowej histerii i mało brakowało, żebym wypadła z balkonu.

Tym razem zabrakło według mnie koncepcji i do jednego worka wrzucono wszystko: disco, hip-hop, r&b i ciężki rock. Na to mogę przymknąć oczy. Bardziej wkurzyło mnie coś innego. Madonna, która jest w życiowej formie fizycznej, tańczy, skacze, biega po scenie i jest to bardzo imponujące, bo kobita daje z siebie wszystko przez dwie godziny. Ale ponieważ trudno jest śpiewać, gdy się jednocześnie tańczy, połowa wokalu leciała z playbacku, głównie w najbardziej dynamicznych kawałkach. Dwa lata temu byłam pod wrażeniem jej głosu, gdyż mimo iż wielką piosenkarką nie jest, słyszana na żywo prezentowała się więcej niż dobrze. Gdyby wczorajszy koncert był moim pierwszym, podejrzewam, że moje rozczarowanie byłoby nawet większe.


Na plus zaliczam, że Madonna nawiązała zdecydowanie lepszy kontakt z publiką niż 2 lata temu oraz absolutnie genialne wykonanie La Isla Bonita z cygańską kapelą i kapitalnie przerobione Like a Prayer. I tak bawiłam się pewnie lepiej niż para siedemdziesięciolatków (bez kitu) obok mnie, którzy, gdy leciały wściekłe riffy podrasowanego na rockowo Hung Up trzymali palce w uszach. Ja trzymam kciuki, że następna płyta i koncert będą lepsze.

18:29, aniabuzuk , Kultura
Link Komentarze (27) »
czwartek, 23 października 2008
Nokaut wyborczy

W wyborczą noc 4 listopada, zwolennicy Obamy będą świętować na wiecu w chicagowskim Parku Granta. W tym tygodniu zaczęły się już przygotowania - budowa sceny, montaż przenośnych grzejników, szukanie firm, które zapewnią ochronę a także rozmowy na temat, kto za to wszystko zapłaci zapłaci, tj. ile miasto wyda z własnej kieszeni, a ile Obama.

Może i nawet fajnie byłoby to zobaczyć, ale jak dowali powiedzmy 500 tysięcy narodu (co jest możliwe), to ja chyba jednak dziękuję. Zresztą, już jakiś czas temu postanowiliśmy z hazbendem, że w wieczór wyborczy robimy kameralną imprezę w piwnicznym barze pod hasłem The bout to knock the other out! Będą zwolennicy republikanów i demokratów, drinki nawiązujące do obu kandydatów oraz kiełbasa wyborcza. Ma ktoś rękawice bokserskie do pożyczenia?

                            Obrazek made by hazbend 

wtorek, 21 października 2008
Chicago wczoraj i dziś

Ewę wzięło ostatnio na wspominki i archiwalne zdjęcia Portage Parku (część pierwsza i druga), a mi przypomniał się album poświęcony miastu zatytułowany "Chicago - Then and Now", który zawiera kapitalny zestaw zdjęć przedstawiających Chicago w początkach ubiegłego wieku. Ze względu na prawa autorskie nie bardzo mogę je tutaj wrzucić, ale na szczęście w sukurs przychodzi Amazon, gdzie można pooglądać parę fotografii.

Zaczyna się tutaj. Polecam najpierw kliknąć na Front Cover, a potem na Back Cover, żeby zobaczyć, jak to samo miejsce zmieniło się w ciągu kilkudziesięciu lat. Potem można kliknąć w Excerpt, gdzie znajduje się kilka zdjęć, a na koniec zostawić sobie Surprise Me! Podobnych zdjęć jest w książce kilkadziesiąt. Dla mnie najciekawsze są te z centrum, na których widać panie w długich sukniach, kapeluszach, panów w cylindrach oraz tramwaje, które kiedyś jeździły w Chicago. Niezwykłe jest też zdjęcie Lake Shore Drive kilkadziesiąt lat temu, gdzie zamiast znanej wszystkim obecnej autostrady była ubita ziemia, a wokół tylko parę drzew i ze dwa budynki. Trochę się przez lata pozmieniało...

czwartek, 16 października 2008
Szczepić czy nie szczepić

Gdybym miała jakiekolwiek wątpliwości, że ciepła jesień się skończyła i idzie zima (pomijając fakt, że rano było mniej niż 10 C i żałowałam, że nie założyłam cieplejszego płaszcza), to przypomniał mi o tym email od menadżerki naszego biura o szczepieniach przeciw grypie.

Szczepienia, głównie z grupy MMR, nie mają ostatnio dobrej prasy. Od jakiegoś czasu czytam tu i ówdzie artykuły za i przeciw, zwłaszcza w kontekście głosów, że niektóre z nich zwiększają ryzyko autyzmu u dzieci. Niektórzy rodzice idą na żywioł i nie szczepią swoich dzieci wcale. W Polsce pojawił się problem, jak rozwiązać szczepienia dla nowonarodzonego dziecka, gdy poród odbywał się w domu, a nie w szpitalu. Ostatnio dwie panie: Jenny McCarthy, znana z rozkładówek Playboya i bycia dziewczyną Jima Carreya oraz Amanda Peet (aktorka, m.in. "Something Gotta Give") skoczyły sobie do oczu, gdyż ta ostatnia nazwała "pasożytami" rodziców, którzy nie szczepią dzieci.

Ja, choć nie mama, nie bardzo chyba sobie wyobrażam, żeby nie szczepić dziecka w ogóle. Skrajności chyba nie są nigdy dobre i takie going commando w sprawie szczepień chyba również nie. A przeciwko grypie zaszczepię się, choć nigdy wcześniej tego nie robiłam. Marcowa grypa dała mi ostro w dupę i powtórka niemile widziana.

18:40, aniabuzuk , Różne
Link Komentarze (27) »
Józek hydraulik
W trakcie wczorajszej debaty, gdy stało się jasne, że jej zwyciezcą jest Joe the Plumber, pognałam z mężem do komputera, żeby zobaczyć, czy aby przypadkiem domena z tą nazwą nie jest wolna. Niestety, joetheplumber.com jest już zajęta przez innego hydraulika Józka z Amarillo w Teksasie. Ciekawe, ile dostał już ofert odsprzedaży nazwy.
16:50, aniabuzuk , www
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 13 października 2008
Godzina W


Czekając na projekcję filmu „Flash of Genius" (ciekawa historia wynalzcy automatycznych wycieraczek do samochodu z Gregiem Kinnearem w roli głównej), obejrzałam zajawkę nowego filmu Olivera Stone „W" (to chyba najkrótszy tytuł w historii kina). No i wymiękłam, bo film zapowiada się jako niezły polew, a Josh Brolin w roli Dżordża Dablju wydaje się kapitalny. Gdy tylko pojawiły się słuchy, że Stone kręci ten film, to pomyślałam, że co jak, co, ale filmu o Dżordżu oglądać nie będę, skoro film z nim w roli głównej mam na co dzień.
No ale jak dodać, że Dicka Cheneya gra Richard Dreyfuss, w roli Condie występuje Thandie Newton, Ellen Burstyn gra Barbarę Bush, to coś czuję, że tego filmu chyba nie mogę przegapić. Zapowiada się redneck fest. W kinach od tego piątku.

 

 

18:16, aniabuzuk , Różne
Link Komentarze (13) »
środa, 08 października 2008
Na złamane serca i rozcięte brody

 

Przydałby mi się taki plasterek półtora roku temu, gdy sięgnęłam bruku w Warszawie. Zdjęcie mojej gęby zaklejonem duct tape byłoby perłą kategorii taśmowej.
Zdjęcie plastra nadesłał Romek Samolot, znawca pornograficznej kaszanki i innych specjałów.

poniedziałek, 06 października 2008
Portage Park, czyli moja okolica

Gdy mówię komuś, gdzie mieszkam, nawet osobom z Chicago, najczęściej nie wiedzą, gdzie jest Portage Park. Portage Park bowiem nie należy do modnych dzielnic Chicago i znajduje się dość daleko od centrum w północno-zachodniej części miasta. Ktoś, kto rano potrzebuje przejść się na piechotę po kawę do Starbucksa nie ma tu czego szukać. Atrakcji w okolicy również nie ma zbyt wielu.

 


Mi osobiście niemodny, rezydencjalny charakter Portage Parku odpowiada. Może nie jest tu spektakularnie pięknie, ale za to względnie spokojnie i bezpiecznie. Z parkowaniem nie ma większych problemów, choć oczywiście zimą królują i tutaj chicagowskie dibbs. Lubię lokalny spożywczy market A&G, który cenami i jakością bije każdy Jewel. Lubię ulice z bungalowami. Lubię leniwy, nawet lekko emerytalny charakter okolicy. Jedyne czego mi brakuje, to większej ilości restauracji, choć ostatnio zmienia się na lepsze i odkryłam dwie orientalne knajpki.

 


Jeśli chodzi o to, kto tu mieszka, to wiadomo - Amerykanie - a zaraz potem Polacy i Latynosi. Moi sąsiedzi po obu stronach domu to Amerykanie, naprzeciwko polska rodzina, kawałek dalej Latynosi i Filipińczycy. Do Belmontu, czyli polskiej ulicy jest rzut beretem. Polskich sklepów od czorta, wszelkiej maści polonijnych biznesów i biznesików również. Dla nas polskość dzielnicy nie była kryterium, gdy szukaliśmy domu. Mi, szczerze mówiąc, na tym nie zależało, mężowie pewnie jeszcze mniej. Zdecydowały oczywiście ceny domów. Ceny domów w Portage Park są do przełknięcia dla middle class. Średnia za ostatni rok za single family house to około $350,000. Chicago Magazine w ostatnim numerze zalicza Portage Park do okolic z przyszłością, zaznaczając jednak, że okolica cierpi na brak właśnie restauracji i sklepów.


Zajmie pewnie dobre parę albo parenaście lat, zanim Portage Park będzie taką dzielnicą. Odległość od centrum sama w sobie jest przeszkodą do tego, aby okolica stała się rozrywana i zagospodarowana, jak Bucktown, czy Logan Square. No ale kto wie.

                                      Zdjęcie Wiki

 
1 , 2