My kind of town

piątek, 07 września 2012
Chyba już nie Obameryka

Pamiętacie, gdy cztery lata temu miałam przed domem tabliczkę popierającą Obamę? W tym roku takiej nie planuję. Nie dlatego, że nie będę na Obamę głosować (bo będę), ale chyba dlatego, że nie mam już serca do polityki jak miałam cztery lata temu, gdy namiętnie oglądałam debaty kandydatów na kandydatów obu partii, obie konwencje wyborcze i debaty telewizyjne Obamy i McCaina. Sądząc po braku jakichkolwiek znaków poparcia dla któregokolwiek kandydata w okolicy (a w poprzedniej kampanii było ich o tej porze pełno) nie tylko ja mam w nosie wybory. Wczoraj obejrzałam wystąpienie Obamy i pewnie obejrzę debaty z Romneyem. Potem w listopadzie marsz do remizy oddać głos i to by było chyba na tyle w tym temacie. Tym razem nie będzie imprezy w piwnicy i walenia w gary z radości. Myślę, że sam Obama i Chicago nie zrobią takiej fety jak cztery lata temu. Trochę szkoda, że gdzieś po drodze zawieruszyła się "hope" i "change".