My kind of town

środa, 30 września 2009
Olimpiada 2016

No i nadciąga godzina zero. W piątek będzie wiadomo, czy letnia olimpiada w 2016 odbędzie się w Chicago. Miasto zwarte i gotowe: burmistrz w Kopenhadze, Obamowa ma dolecieć (albo już tam jest - nie mam czasu sprawdzać), no i według ostatnich doniesień prezydent również planuje wskoczyć na pokład Air Force One w czwartek w nocy, żeby pokazać się w piątek Komitetowi Olimpijskiemu i reklamować Chicago.

Jak myślicie, Chicago wygra? Podobno Rio jak na razie prowadzi w rankingach. Zdania nie zmieniłam - dwa lata temu pisałam, że chcę olimpiady i nadal tak uważam. Jak wygramy i w 2016 nadal będę tu mieszkać, to nadmieniam, że piwnicę mam już zarezerwowaną (czy zainteresowana pamięta, że ją zabukowała, bez zaglądania w komenatrze do wpisu sprzed dwóch lat?). Trzymam kciuki!

niedziela, 27 września 2009
Ameryka przy łopacie

U mnie też dziś będzie o Obamie, podobnie, jak u Hjuston, ale chyba bardziej w kontekście tego, co zaczął. Czy w Waszej okolicy pojawiły się takie tablice?

W mojej okolicy stoją one przy trzech ulicach, które do tej pory straszyły tragicznymi dziurami w jezdni, a teraz są zdarte do gruntu i w trakcie asfaltowania (a może już są wyasfaltowane). Odcinek Narragansett między Diversey a Addison był po prostu masakryczny. Latem tamtego roku wpierdzieliłam się tam w taką dziurę, że normalnie cud, że nic się Baśce nie stało (Młody, pamiętasz?). Addison od Austin do Narragansett też w kocich łbach i dziurach wielkości krateru i przez ostatnie 6 miesięcy umierałam jadąc tamtędy na basen, że urwę pół zawieszenia albo w najlepszym wypadku rozwalę oponę. No i wiadukt na Central przy Foster - w tragicznym stanie, a teraz proszę bardzo - remontują.

Te remonty są częścią The American Recovery and Reinvestment Act, jak głosi tablica, projektu, który w ciągu dwóch lat ma zapewnić 3,5 miliona miejsc pracy i dzięki 150 miliardom dolarów poprawić drogi, mosty, wiadukty, no ogólnie infrastrukturę. Może jak znowu zacznę jeździć na basen, to z mniejszym stresem, że urwę pół podwozia w samochodzie.

poniedziałek, 14 września 2009
Program telewizyjny na poniedziałek*

3:00. Kiedy ranne wstają zorze, czyli krótkie rozmowy przy paśniku.

6:00. Good Morning, America. Śniadanie dla dwóch, kawa (decaf, ehhh) i prysznic dla jednej.

9:00. Forum dyskusyjne "Wokół mleka" - program dla okolicznych dostawców.

12:00. Wiadomości mleczarskie w południe.

15:00.Got milk, mom? - program edukacyjny dla dzieci i młodzieży.

18:00. Powrót taty, czyli pora relaksu.

21:00. Droga Mleczna - program popularno-naukowy.

24:00. Raport ekonomiczny z rynków mleczarskich świata.

* Poniedziałkowy program telewizyjny obowiązuje również w pozostałe dni tygodnia z niewielkimi zmianami i czasem na kąpiel dla głównej użytkowniczki serwisu "Mama i ja".

18:29, aniabuzuk , Zosia
Link Komentarze (16) »
wtorek, 01 września 2009
Chicagowskie noce z Zośką

Korzystając z tego, że Zośka zaliczyła wizytę w pobliskiej mleczarni i zapadła w głęboki sen, a mi akurat nie kleiły się oczy, w niedzielę udało mi się wyrwać z domu, pierwszy raz od jej urodzin. Żeby nie było jednak za dobrze, to pierwsza wyprawa ograniczyła się do zakupów w Babies R' Us, więc trochę z deszczu pod rynnę ten wypad. Kapitalna pogoda ostatnio w Chicago - niemal w klimacie złotej jesieni - ciepło, ale nie upalnie, słonecznie, lekki wiatr. Napawałam się więc dziesięciominutową jazdą samochodem z otwartymi oknami.  Jak to się człowiekowi zmieniają priorytety, kiedy potrafi cieszyć z kilku minut z dala od czterech ścian.

Wszyscy mi powtarzali, żebym spała ile wlezie przed porodem, co też czyniłam. Niestety, snu nie da się włożyć na konto oszczędnościowe i wybierać w razie potrzeby, więc jest to towar deficytowy w naszym domu i korzystamy z niemal każdej okazji, żeby spać. Zosia, niestety, preferuje spanie w dzień, a znacznie mniej w nocy. Do tego zasypia w trakcie karmienia, więc trzeba z nią walczyć i budzić, żeby jadła. A potem walczyć, żeby usnęła. I tak w koło Macieju. Lubi spać zawinięta w burito słuchając nagranego dźwięku suszarki (wedle wskazówek dr Karpa). Ostatnie dwie noce dała nam nieźle popalić, bo choć nakarmiona, nie chciała spać, więc oczy mieliśmy na zapałkach. Na szczęście od niedzieli jest z nami babcia (ta amerykańska) i udaje mi się nadrobić sen w dzień (na tyle, o ile to możliwe). Nic nie jest chyba w stanie przygotować człowieka na taką deprawację snu. Niby się wie, że nieprzespane noce, zero odpoczynku, wrzeszczący po nocach maluch, ale naprawdę trudno funkcjonować po strzępach snu uzbieranych w ciągu dnia. Najgorsze pierwsze 6 miesięcy?

Na razie trudno powiedzieć, do kogo bardziej jest podobna.


18:28, aniabuzuk , Zosia
Link Komentarze (29) »