My kind of town

wtorek, 26 czerwca 2012
Mydło i powidło

Odkąd wróciłam do Chicago, jestem wypompowana wieczorami, że nawet gdy mam w głowie jakiś pomysł na nowy wpis, to wolę się oddać leniwemu oglądaniu jakiegoś serialu czy czytaniu książki. Chyba więc moje przyszłe wpisy będą zlepkiem tego, co mi leży na wątrobie i co po iluś tam tygodniach w końcu udaje mi się przenieść na bloga. Stąd też moja dość nikła obecność na innych blogach. Czytam na bieżąco i kibicuję rosnącym brzuchom, rosnącym dzieciom, wycieczkom, piknikom, zmianom w pracy, ale gorzej z komentowaniem, więc mam nadzieję, że wybaczycie i rozumiecie.

****

Patrzę czasem na innych rodziców i szlag mnie trafia, gdy widzę, jak wychowują swoje dzieci. Może mnie jako nieliczną to bulwersuje, ale nie moge, no po prostu nie mogę, gdy widzę o 9:30 wieczorem w Targecie rodzinę z powiedzmy rocznym czy dwuletnim dzieckiem. Czy ludzie naprawdę nie wiedzą, o której godzinie kłaść dzieci spać? Ja rozumiem, że rodzice pracują, że po pracy mają mało czasu dla swoich dzieci, no ale kurna, czy naprawdę trzeba to dziecko ciągnąć do sklepu na godzinne zakupy, gdy jest tak późno? Czy jedno z rodziców nie może zostać w domu, położyć dziecko spać, a drugie robić zakupy? Ostatnio usłyszałam o dwójce naprawdę małych dzieci, które razem ze swoimi rodzicami były na spotkaniu ze znajomymi do północy. No i co tu powiedzieć takiej mamie? Przecież to nie moja sprawa. Eh...

****

Odkąd jestem mamą, nie mogę czytać o przykładach przemocy i zaniedbań wobec dzieci, zwłaszcza tych zakończonych śmiercią dziecka. "Pobił, uderzyła, nie upilnowali, byli pijani, dziecko zmarło, dziecko z ciężkimi obrażeniami..."Nie można uleczyć zła wyrządzanego dzieciom na świecie i boli mnie to jak cholera. Człowiek stara się zapewnić swoim szczęśliwe dzieciństwo, a gdzie indziej jest skrajna nędza, wyzysk, patologia i potworne zaniedbania. Martwi mnie, że ludzie tak naprawdę żyją tylko dla siebie i wiodą w sumie puste życie, a tylko niewiele osób robi coś dla innych. Przepraszam za taki pesymistyczny ton, ale chyba dopiero niedawno zrozumiałam mojego męża, który nie chce przeżyć swojego życia tylko dla siebie i chciałby coś po sobie zostawić, ujmując to krótko i bez zbędnego rozpisywania się. I chyba mam nadzieję, że może kiedyś coś takiego mi się uda wcielić w czyn. Nie chce mi się teraz nad tym rozwodzić, żeby nie wpaść w jakiś tani sentymentalizm (o ile już nie wpadłam). Nie wiem co, jak i gdzie, ale mam nadzieję, że zostanie mi w głowie ten idealizm i że proza życia go nie zabije. 

****

No to żeby nie było tak zupełnie ciężkostrawnie, to może coś z tej prozy życia. Zosia zaczęła przedszkole 5 razy w tygodniu, w tym samym miejscu, do którego chodziła 2 razy w tygodniu przed naszym wyjazdem do Polski. Trochę się borykałam z tą decyzją, bo jestem przecież w domu, no i względy finansowe, ale na razie mała jest zadowolona, nie marudzi, chodzi chętnie i ma kontakt z dziećmi oraz polskim, bo przedszkole prowadzi Polka. A ja mam więcej czasu dla Antosia, bo dla siebie to chyba nie he he. Antoś chyba szykuje się do postawienia pierwszego kroku przed pierwszymi urodzinami, bo już od długiego czasu umie stać w łożeczku i przy meblach. Obstawiam, że zacznie chodzić w wieku 11 miesięcy.

****

Za dwa tygodnie jedziemy do Maumee Bay. Byliśmy tam 2 lata temu i wracamy spotkać się z teściową oraz szwagrami. Wtedy było fajnie, myśle, że i tym razem też tak będzie. Może uda się mi i hazbendowi wyrwać na mini-randkę w hotelowej restauracji i zostawić dzieci pod opieką teściowej. Mam nadzieję, że teściowa bedzie też nas częściej odwiedzać w Chicago, bo nie będę ukrywać, że jej pobyt u nas pozwala mi i mężowi na wyjście gdzieś razem bez dzieci. Ah, małe przyjemności...

****

Na razie cieszę się z lampki wina i kolacji na dworzu, gdy dzieci śpią, weekendowego grillowania, pięknej pogody i paru nowych ciuchów w szafie. Czekam aż w końcu wleją wode do pełnowymiarowego basenu w Portage Parku, żebym mogła przepłynąć go kraulem (na razie pływam pod dachem). Czytam "Draculę" Brama Stokera, bo nigdy nie miałam okazji. No i mam nadzieję, że Niemcy wygrają Euro. 

03:57, aniabuzuk , Różne
Link Komentarze (9) »