My kind of town

sobota, 22 listopada 2008
Leżak

Mam nadzieję, że leżak na którym będę się wylegiwać będzie w lepszej kondycji niż mój własny, połamany przez męża (oficjalna wersja zdarzenia - „sam spadł na ziemię z haczyka w garażu i się połamał") i lepiony taśmą przeze mnie już ze trzy razy.

poniedziałek, 17 listopada 2008
Pizza z fotela
Oglądasz telewizję i chce ci się pizzy, a nie chce ci sie wstawać do telefonu lub komputera? Od tego tygodnia, abonenci TiVo będą mogli zamawiać pizzę z Domino's przy użyciu pilota od telewizora, z możliwością wyboru rodzaju ciasta oraz składników. Ktoś normalnie upadł na głowę, choć z drugiej strony aż tak mnie to nie dziwi, w kontekście wszystkich drive-thru oraz galopującej technologii. Ciekawe, czy będzie duże zainteresowanie i czy kolejne fast foody zdecydują się dołączyć.
Końcówka roku

Ten poniedziałek zaczął się wyjątkowo paskudnie. Hazbend uszkodził sobie plecy, ja z jęzorem na pysku biegłam do pociągu (kozaki na obcasie, torba, płaszcz, szalik i temperatura zerowa - trzymajcie kciuki, żebym się nie rozłożyła), spadł pierwszy śnieg (wprawdzie tyle go było, co kot napłakał, no ale był), a do tego czytam, że zmarł Janusz Christa, twórca legendarnego dla mnie komiksu "Kajko i Kokosz", przy czytaniu którego miałam zawsze ubaw po pachy.

Jedynym pozytywem jest to, że to mój ostatni tydzień przed wyjazdem na urlop. W sobotę "biere manatki i cześć" na tydzień pod palmami. Gdyby nie to, to nic tylko wpaść w jesienną deprechę z powodu coraz gorszej pogody i szarych, beznadziejnych niedziel. A w grudniu na dwa tygodnie na święta do Polski. Mama już odlicza dni do przylotu.
17:53, aniabuzuk , Grrr
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 10 listopada 2008
Ludzie listy piszą
Nie będę Was już więcej męczyć Obamą (poza tym wpisem), ale jakoś trudno jest mi wycofać się z elekcyjnego nastroju. Może dlatego, że czy to w gazetach, czy w telewizji temat jest jeden: prezydent-elekt Obama i przeróżne aspekty przyszłej prezydentury. Nasza strona Letters for Obama zanotowała gwałtowny wzrost popularności po wyborach. Pośród 50 listów, w większości z gratulacjami oraz merytorycznymi radami, znalazły się również dwa na temat przyszłego pierwszego psa. Było kilka, które musieliśmy usunąć ze względu na to, że zawierały stek wyzwisk. Długo myśleliśmy, czy zostawić ten, w którym ktoś nazywa Obamę antychrystem (może jakiś znajomy posła Górki?). Mąż powiedział, że uzna stronę za umiarkowany sukces, jeśli pojawi się na niej przynajmniej 100 listów. Jesteśmy więc w połowie drogi.
21:58, aniabuzuk , www
Link Komentarze (10) »
czwartek, 06 listopada 2008
Chicagowska Obameryka

Echa wyboru Obamy na prezydenta nie milkną, choć przesuwają się w stronę spekulacji, kogo Obama zabierze do Białego Domu oraz kto zastąpi go w Senacie. Chicagowskie media, oprócz politycznych przypuszczeń, komentują również szeroko mniej polityczne aspekty prezydentury Obamy. Przede wszystkim, co prezydentura oznacza dla miasta? Niektórzy mówią wprost - forsa. Prasa liczy na zwiększone dochody miasta z turystyki, które teraz jest niemal miastem tak samo prezydenckim, jak Waszyngton. Pośród mniej lub więcej prawdopodobnych propozycji, jak Obama wpłynie na Chicago są: zakorkowana I-94, którą prezydent będzie najprawdopodobniej jeździł z lotniska O'Hare, utrudnienia dla mieszkańców Hyde Parku, gdzie mieszka prezydent elekt z rodziną oraz dodatkowe fundusze na transport publiczny, większą ilość policjantów na ulicach i (nie)sławny projektor dla Planetarium Adlera, który Obamie wypomniał McCain w trakcie z jednej z debat.

Media podkreślają też, że Obama może znacznie przyczynić się do wyboru miasta na miejsce igrzysk olimpijskich w 2016 roku. Chicago jest miastem kandydującym i jak piszą media, wizyta Obamy w Komitecie Olimpijskim, czy dwa słowa poparcia rzucone na arenie międzynarodowej mogą mieć moc sprawczą. Sądząc po tym, że nie tylko w Stanach, ale i również poza granicami zapanowała euforia po wyborze Obamy, przypuszczenia te mogą być prorocze.

Komentatorzy piszą również o odrodzeniu dumy z bycia Amerykaninem. Ludzie pytani na ulicach o reakcję na wybór mówią, że są znowu proud to be American. W korespondencji z Wiednia jeden z dziennikarzy opisuje, że nieznana kobieta pocałowała go znienacka z autobusie, gdy usłyszała, że jest Amerykaninem. Ten sam dziennikarz kilka akapitów dalej przyznaje, że za czasów prezydentury Busha zdarzyło mu się zaprzeczyć, że jest jego rodakiem.

Pierwsze strony gazet, oprócz uśmiechniętej twarzy Obamy, zdobiły również pytania o wybór przyszłego Pierwszego Psa Ameryki. Chicago Tribune przeprowadza głosowanie na rasę psa, którą powinien wybrać prezydent dla swoich córek i na razie prowadzi bliżej niezidentyfikowana rasa „psa ze schroniska", a na drugim miejscu znajduje się goldendoodle (mieszanka golden retrivera z pudlem), którego podobno chce jedna z córek Obamy (ja głosowałam na psa ze schroniska, ale goldendoodle jest też uroczy). Drugim czołowym niepolitycznym pytaniem jest kto zaprojektował sukienkę Michelle Obamy oraz przegląd kreacji, które nosiła podczas kampanii.

A na ulicach nadal widać handlarzy z gadżetami obamowskimi oraz wiele osób w koszulkach z podobizną Obamy. Przy City Hall wiszą bannery z gratulacjami dla Obamy od burmistrza. Słowem, jak to określiła Wyborcza, Obameryka na całego.

 


                                 Zdjęcie Jose M. Osorio/Tribune

środa, 05 listopada 2008
Hello Chicago

Powiedział prezydent-elekt Obama w swoich pierwszych słowach. Yes, we can, and we did.

Update po wyborach

Dziś rano obudziło mnie NPR i powtórka przemowy Obamy z wczoraj. Normalnie inny świat. Mąż odśpiewał mi Happy Birthday i powiem Wam,  że prezydentura Obamy jest całkiem niezłym prezentem urodzinowym. Zresztą, niczego innego sobie w tym roku nie życzyłam bardziej niż jego wygranej.

Impreza wyborcza, moim zdaniem, udała się pierwszorzędnie. Mąż zrobił nawet dekoracje, których kawałek widać na zdjęciu powyżej (może potem wrzucę parę innych), a największą popularnością cieszył się drink Obamy, czyli kokosowo-owocowy Malibu punch, pity zarówno przez zwolenników Obamy, jak i McCaina. Wprawdzie szampan okazał się niewypałem, bo nie było w nim bąbelków, ale gdy było pewne, że Obama wygrał, wylegliśmy na dwór, koleżanka zaczęła walić w patelnię, a ja z kolegą wrzeszczeliśmy i trąbiliśmy z klaksonu (air horn - takiego, jakiego używają kibice na meczach). Sąsiedzi nie mieli z nami lekko. McCain trzasnął świetną przemowę (chyba najlepszą, jaką kiedykolwiek słyszałam w jego wykonaniu) i pożegnał się w dużym stylu. Szacunek.

Jak stwierdził jeden z naszych znajomych, A lot of good shit is gonna come to Chicago now. Chyba wszyscy, którzy popierali Obamę mają nadzieję, że będzie to także a lot of good shit dla całej Ameryki.

wtorek, 04 listopada 2008
Niektórzy są już przygotowani

 Oby się sprawdziło.


                                 Zdjęcie Michael Tercha (Chicago Tribune)

poniedziałek, 03 listopada 2008
Głosowanie dla leniwych

Jak wiadomo, w Ameryce bez samochodu ani rusz, a potrzeba matką wynalazków, stąd mamy bankomaty drive-thru, z których wypłaca się pieniądze bez wysiadania z auta, skrzynki pocztowe dla leniwych, że o zamówieniu i odbiorze Big Maca nie wspomnę. W gorączce przedwyborczej pomyślano też o głosujących i zainstalowano maszyny do głosowania, do których podjeżdża się samochodem. Gdzie? Oczywiście w Kalifornii (Orange County). Głos przy pomocy maszyny drive-thru można było oddać tylko przez jeden dzień, ale głosował może ktoś w ten sposób albo widział takie urządzenie na żywo?


                                   Zdjęcia Mark Avery (AP)

I Want My MTV

Siedziałam wczoraj pół dnia przed kompem (czego normalnie nie robię w weekendy) i oglądałam stare teledyski Madonny, Dire Straits, Pet Shop Boys i tak dalej. MTV uruchomiła stronę z teledyskami, które kiedyś można było oglądać w tej stacji. No niby jest YouTube, gdzie to wszystko można znaleźć, ale MTV to jednak instytucja. Szkoda, że teraz zeszła na psy i jest tam wszystko poza muzyką.

00:55, aniabuzuk , www
Link Komentarze (1) »