My kind of town

sobota, 27 lutego 2010
Złota Justyna!!!

Spociłam się, ochrypłam od wrzasku i na koniec poryczałam jak bóbr patrząc jak Justyna Kowalczyk mija PIERWSZA linię mety! Pierwsza Polka ze złotem z zimowej olimpiady! Co za finisz! Ledwie trzy dziesiąte sekundy! Justyna, jesteś wielka! Po prostu brakuje mi słów i znowu będę ryczeć, gdy zagrają hymn.

22:26, aniabuzuk , Różne
Link Komentarze (7) »
czwartek, 25 lutego 2010
Undercover Boss

Znajoma poleciła mi ostatnio nowy program CBS pt. "Undercover Boss", nagrałam więc z ciekawości, choć reality show generalnie nie oglądam, a wyjątek robię dla Project Runway. Pic polega na tym, że grube ryby z samej góry firm takich jak 7-Eleven, White Castle, czy Hooters porzucają na tydzień swoje wygodne biurka, wypasione samochody i chałupy i przez ten tydzień pracują anomimowo w swoich sklepach, czy restauracjach.

Ocinek, który nagrałam był z CEO 7-Eleven. Gość miał nawet szczerą gębę, lekką nadwagę, podobnie jak jego żona i czterech synów, dość kiepski dom a'la mały zamek i niezłą furę. Żona pożegnała go na ten tydzień pracy jakby wyjeżdżał na conajmniej misję w Iraku, a tle leciała jakaś dość pompatyczna muza w stylu "oto nasz bohater opuszcza rodzinne pielesze i jedzie zmierzyć się z nieznanym". No może dla takiego CEO to jest przeżycie jak musi przez tydzień mieszkać w tanich motelach i jeść obiady z mikrofalówki. Szefowi towarzyszy ekipa z kamerą pod pozorem kręcenia dokumentu o różnych rodzajach pracy. Słaba przykrywka, no ale czymś musieli wyjaśnić gościa z kamerą. CEO zapuszcza lekki zarost i rusza w teren.

Przyznam, że gdy znajoma mi opowiadała o programie, to brzmiało to w miarę interesująco. Na ekranie wyszło to tak sobie. Nie widziałam dwóch poprzednich odcinków - jednego z szefem Hooters - może są lepsze niż ten z 7-Eleven. Szef 7-Eleven po prostu jakoś za bardzo sobie rąk nie ubrudził robotą. Nie oglądałam reality show z Paris Hilton i Nichole Richie ("Simple Life"?), ale widziałam na paru zajawkach, że jak miały doić krowy to doiły i generalnie musiały robić każdą robotę, jaką im zlecono. Tutaj odbyło się to bardziej po łebkach i trochę też za dużo było typowego amerykańskiego patosu, jak to wspaniała jest Ameryka, zwłaszcza gdy jednym z pracowników był emigrant z Kazachstanu, poczciwy chłop opowiadający jak to żyje American dream.

Póki co, dvra nie będę programować, bo poprzednie odcinki są dostępne na stronie CBS, więc odcinek z Hooters jest to obejrzenia. Swoją drogą, to chciałabym zobaczyć szefa McDonald'sa smażącego hamburgery, ale pewnie go nie będzie skoro w następnym odcinku będzie gość z White Castle. No i może Steve'a Jobsa, choć ja jestem PC. Tylko co on by robił? Składał kompy w Chinach?

czwartek, 18 lutego 2010
Olimpiada w wydaniu lokalnym

Małysza nie było mi dane oglądać na żywo, ale Justynę a juści sobie obejrzałam w telewizorze, choć tradycyjnie to jak telewizja pokazuje igrzyska woła o pomstę do nieba. Złoto było w zasięgu, szkoda, że ten jeden zakręt nie wyszedł jak powinien. Najważniejsze, że jest medal, a i sama Kowalczyk była po biegu bardzo zadowolona.

Z okazji olimpiady też zrobiliśmy sobie zimowy wypad i przypięliśmy deski na górkach w Mansfield, OH. Mała Z została z babcią, którą odwiedziliśmy w długi weekend, a my w Walentynki, których  nie obchodzimy pojechaliśmy na parę godzin poprzytulać się na wyciągu. Ostatni raz miałam narty na nogach dwa lata temu, a że nigdy nie nauczyłam się porządnie jeździć, więc zaczęłam od najmniejszej z najmniejszych oślich łączek. Na szczęście, godzinę później przeniosłam się na większą górkę. Wyglebiłam się tylko dwa razy. Zakwasy miałam przez dwa następne dni, ale akurat zakwasy uwielbiam mieć. Przynajmniej czuję, że rozruszałam zastałe gnaty.

No to igrzyska na dobre się rozkręciły.

W skokach Małysz wyrobił już 50% normy. Wąsów wprawdzie nie mogę zapuścić w podzięce, no ale na upartego mogłabym nie golić nóg przez trzy dni (he he). Ja za swój skok dostałabym pewnie niskie noty, bo kolana ugięte, a i telemarku też nie było.

Miss Kowalczyk wygląda na swoich deskach zgrabniej. No robię co mogę.

W biatlonie szanse chyba pogrzebane, bo Sikora strzelał w ciemno.

W alpejskim nie mamy szans.

We freestyle też chyba nie.

W piątek Kowalczyk jedzie po złoto, a w sobotę Małysz skacze najdłużej. Justynaaaaaa! Adaaaaam! Polska!!!!!

25.02 - świetny komentarz Marcina Bosackiego o tym, jak NBC pokazuje tutaj olimpiadę. Ja też tęsknię za banialukami Szaranowicza.

02:12, aniabuzuk , Zima
Link Komentarze (19) »
czwartek, 04 lutego 2010
Cookie Monster

Wprawdzie święta - tradycyjny czas na pieczenie ciastek - już dawno minęły, no ale hazbend, gdy się nudzi to albo gotuje albo piecze. A gdy obieca komuś z pracy, że coś upichci, to już nie ma zmiłuj. Koledze jedzącemu peanut butter ze słoika zrobił prawdziwe masło orzechowe z prawdziwych orzechów. Innemu, smarkającemu na lewo i prawo, ugotował pikantną zupę marchewkową na pokrzepienie. Szefowej, zainteresowanej jego domowej roboty dressingami do sałatek, odpalił dwie butelki dressingu sojowo-sezamowego i włoskiego vinegrette. A jakiś czas temu, podejrzewam, że w czasie świąt, obiecał komuś ciastka z czekoladą, czyli chocolate chip cookies. Mąż ma do tych ciastek słabość, bo przez pół dzieciństwa piekła mu je jego mama. Podobno 120 na tydzień, ale muszę z nią skonsultować, bo coś nie bardzo mi się chce wierzyć, że dałaby mu zjeść tyle ciastek.

Z ciastkami zeszło się najdłużej niż z innymi zamówieniami, bo do wczoraj. Chocolate chip cookies są moimi ulubionymi i mam wrażenie, że to też ulubione ciastka Amerykanów. Każdego roku w pracy z okazji tygodnia słodkości parę osób przynosiło właśnie takie ciastka, domowe bądź ze sklepu. Nie wszystkie były udane. Trafiały się gumowe śliwki robaczywki, twardzielce albo jakieś rozmamłańce. Wydawało mi się, że to musi być jakaś wyższa szkoła jazdy z tymi ciastkami, a one są w sumie banalnie proste do zrobienia. Przepis wzięliśmy z opakowania mąki.

Ciastka to bomba kaloryczna. W cholerę masła, cukru to już w ogóle nie wspomnę, ale mąż się uparł, żeby było jak w przepisie, więc sypałam ten cukier jak leciało. Następnym razem chyba muszę trochę cyganić z ilością, bo ciastka wyszły słodkie jak wszystko w Ameryce.

Cieplutkie, pachnące i z czekoladą rozpływającą się w ustach. Powiem tylko, że gdyby nie zdrowy rozsądek, to zjadłabym blachę w 10 minut.

wtorek, 02 lutego 2010
Tak wszystkiego po trochu

Mówisz i masz.

Z przodu


Z tyłu

I bez tego, co siedzi i zawija w sreberka wiem, że tak prędko to my się tu z zimą nie pożegnamy.

No wiem, że blog leży odłogiem i czytelnicy domagają się nowych wpisów, ale w domu coś nie idzie mi pisanie. Przyzwyczaiłam się do mojego pracowego biurka. Tam bowiem w godzinach pracy (przyznaję się) spłodziłam większość postów na oba blogi. A odkąd jestem w domu z Zosią, jakoś mi nie po drodze do biurka z kompem. Zresztą, styczeń był trochę zakręcony. Mama wyjeżdżała, a ja z hazbendem podjęliśmy decyzję o tym, że żegnam się z pracą i zostaję w domu z małą Z. W pracy przyjęli to ze smutkiem, ale z pełnym zrozumieniem. Co niektórzy mnie wyściskali i pogratulowali decyzji. Firma na koniec zasponsorowała mi lunch, wypłaciła kasę za wolne i chorobowe (kurna, jak nigdy nazbierało się ich całkiem sporo) i sayonara.  Na razie całkiem mi z tym dobrze, choć od czasu do czasu brakuje mi pindrzenia się do roboty i plot lunchowych. No ale aby do wiosny, to zacznę wypuszczać się z córą na szersze wody. Póki co zarezerwowałam bilet na wakacje w Polsce. Lecimy z Zosią w połowie maja i zostajemy prawie trzy miechy. Niestety, LOT-em, ale to był najtańszy bilet no i jedyny bezpośredni lot z Ciupago do Warszawy. Truskawki z polskich pól, ogórki z maminej działki, kaszanko z sokołowskich zakładów  - drżyjecie, bo nie będę miała litości.

No i co jeszcze. Odwiedziła nas ponownie teściowa, więc zdążyłam być dwa razy w kinie na "Avatarze" i kapitalnym "Sherlocku Holmesie" ("Avatara" zjechałam na Bez popcornu, jak kto ciekaw), raz na sushi, wypożyczyć parę książek z biblioteki i nadrobić parę zaległych rozmów telefonicznych. No i chyba tyle. Aha, i tyłek włazi mi w co niektóre spodnie przedciążowe size 4. Life's good.

17:03, aniabuzuk , Różne
Link Komentarze (21) »