My kind of town

Blog > Komentarze do wpisu
Amerykanka

Każdego roku począwszy od 2005, lecę na kilkanaście dni „ładować akumulatory” w Polsce. I odkąd zaczęłam przylatywać do kraju w odwiedziny, słyszę niemal za każdym razem, że albo akcent mam już amerykański albo że zmieniłam się i jestem taka bardziej „amerykańska”. Mówi mi rodzina, że się zamerykanizowałam. Co to w ogóle dziś oznacza?

W latach 80., gdy moja babcia po kilkuletnim pobycie w Chicago przyleciała w odwiedziny do kraju, wszyscy wokół głosili jaka z niej Amerykanka. Bo jeździ samochodem, zarabia dolary, mówi po angielsku, chodzi w spodniach (czy Wasze babcie chodzą w spodniach?) i w ogóle światowa z niej kobieta. Ale to było 20 lat temu i świat się ciut skurczył. To, co kiedyś niedostępne i dalekie niczym sama Ameryka jest dziś na wyciągnięcie ręki. Co więc znaczy to cała amerykanizacja? Fast food i kino z Hollywoodu? Komfort życia (na kredyt) i brak zamartwiania się o jutro? Czy ktoś powiedział Wam, że się zamerykanizowaliście? Albo czy znajomą osobę mieszkającą w Stanach odbieracie jako zamerykanizowaną? Wydaje mi się, że jeśli się zmieniłam w ciągu tych trzech lat odkąd przyjechałam, to tylko na lepsze. Jestem bardziej wyluzowana, uśmiechnięta i zadowolona z życia. Jeśli na tym to polega i tak mnie widzi rodzina i znajomi, to jestem już zamerykanizowana.

piątek, 15 czerwca 2007, aniabuzuk

Polecane wpisy

  • Okrutny zart historii

    Wymiar tej tragedii jest duzo wiekszy niz polityczne sympatie . Gdy przeczytalam smsa od M. oraz zobaczylam czarne strony "Wyborczej" dzis rano, to poplakalam s

  • Powiedz mi skąd jesteś

    Czym ś, co mnie bardzo irytuje wśród Polonii jest ocenianie ludzi po tym skąd pochodzą. Przychodzi do mnie polski kontraktor, ja do niego "Dzień dobry, jestem A

  • Powrót taty

    Drodzy rodzice, Dzisiejszy tekt z Wyborczej niech będzie przestrogą dla tych, którzy liczą, że na starość dziatwa poda im szklankę wodę albo weźmie w opiekę na

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Cooler w Ameryce z z hjuston
Amerykanie to mają nieźle w tych głowach. Pisałam ostatnio o Heelys Shoes , ale to co przyuważyłam podczas ostatniego Art Car Parade wywołało u mnie nie tyle uśmiech, co nawet być może jakąś taką lekką zazdrość i chęć zawołania daj się karnąć . ... »
Wysłany 2007/06/15 13:26:05
Komentarze
2007/06/15 06:48:15
Mam nadzieje ze nikt tak do mnie nie powie i pewnie nie powie, ale...Ale problem jest gdzie indziej, to ci co tak nadaja maja klopoty z identyfikacja. Zazdrosc, niespelnione marzenia, a nie daj Boze zupelny ich brak. Codzienny bol zwyczajnego monotonnego dnia, a tu ktos wpada ze Stanow, jest usmiechniety, sypie dowcipem, odpowiada na pytania bez bolu, zna obcy jezyk..........Niektorych to boli bardziej niz brak sredniej krajowej, nawet jesli nie zdaja sobie z tego sprawy.

"Jeśli na tym to polega i tak......." Nalezy zmienic rodzine albo wpadac do Polski raz na kilka lat.

-
2007/06/15 07:15:05
Ale Wy Marxx pieprzycie,zamerykanizowaliscie sie strasznie: chryslerem sie rozbijasz,amerykanskiej telewizji sie naogladasz ,do ludzi napotkanych lub mijanych na ulicy sie usmiechasz,jestes straszliwie zaamerykanizowany ,ot co!
-
Gość: , *.acn.waw.pl
2007/06/15 07:26:26
bo "polactwo" to ciągłe marudzenie na wszystko i wszystkich- taki nasz narodowy sport
Jak cieszysz się to już coś z tobą jest nie tak.
Bo tu nie wypada być zadowolonym z życia.
Z resztą ten kraj na to za bardzo nie pozwala.
-
2007/06/15 08:09:43
hahaha :-) apropos, moja babcia nie chodzi w spodniach,ale moi siostrzeńcy mają spodnianą babcię :-)
wszystko się zamerykanizowało :-)
przecież na polskich ulicach pełno białych murzynów:-) pozdrawiam
-
2007/06/15 10:18:09
Ciekawe...ja się na swój temat nie wypowiem, ale napiszę Ci, że moich dwoje znajomych, co prawda na stałe mieszkających w Australii, w ogóle nie powiedziałabym, że się "zaustralizowali". Owszem, żyją inaczej. Mają domy (tu ich odpowiednicy młodzi mieszkania jednak częściej), ale jeżdżą podobnej klasy autami, zarabiają często podobne sumy.
Żadnego akcentu nie złapali, polszczyzną ładną mówią (a mieliby co łapać, bo wyjechali, jako dzieci małe). W ich domach więcej polskich akcentów, niż w naszych chyba...
Może ci Twoi znajomi trochę zazdrośni? Nie wiem, co prawda, czego zazdroszczą,ale pewnie jakiegoś swojego wyobrażenia na ten temat, na temat tego "amerykańskiego raju"...ot, takie moje luźne refleksje...
Pozdrawiam.
-
Gość: ZH, *.raszyn.sdi.tpnet.pl
2007/06/15 16:46:01
Hm... Żeby zrozumieć najgłębsze znaczenie słowa "zamerykanizowany" trzeba sobie wyobrazić kogoś, kto został "spolonizowany". Dowolnego obcokrajowca, niekoniecznie od razu Murzyna czy Azjatę, wystarczy prosty Amerykanin, który postanowił zamieszkać na stałe nad Wisłą.

Czy wystarczy, że zgubi akcent i polubi mielonego z mizerią? Że pozna słowa na k... czy ch... i poczuje wartość złotówki? Że zaakceptuje brak klimatyzacji w autobusach miejskich i brak uśmiechów na twarzach przeechodniów (co obcokrajowcom bardzo rzuca się w Polsce w oczy, ale też rzuca im się wyjątkowa podobno uroda Polek :)

Otóż gdy sobie wyobrazimy takiego Amerykanina w Polsce, to bardzo szybko zroumiemy, że "spolonizowanie" musiałby oznaczać coś znacznie głębszego: wyczucie wszystkich obyczajów i tradycji i duchowe uznanie ich za swoje, myślenia po polsku (nie tylko w stylu ale i w języku), instynktowne operowanie obowiązującym w Polsce prawem, estetyką, smakiem, traktowaniem się wzajemnie... Musiałby taki Amerykanin wiele ze swoich amerykańskich cech zacząć uznawać za dziwaczne i obce, a nasze polskie uznać za swoje.

Nie jest to możliwe.

Nie da się "spolonizować" Amerykanina.

I nie da się "zamerykanizować" żyjącego w USA obcokrajowca, choć może on przejąć wiele cech rodowitego Amerykanina, zwłaszcza zewnętrznych. I myślę, że nie warto się "amerykanizować" do głębi.

Od czasu do czasu odwiedza Polskę prof. Zbigniew Brzeziński, człowiek w oklicy 80-tki, który znajduje się na terenie USA od wczesnego dzieciństwa. Powinien dawno zgubić polski akcent, zapmnieć wielu słow i pojęć, przestać rozumieć polską rzeczywistość i stracić polskie poczucie humoru. Bo przecież jest Amerykaninem, bez dwóch zdań. A jednak kiedy zaczyna mówić, z jego ust płynie bajeczna, barwna polszczyzna, słowa, których na co dzień nie używają warszawiacy czy krakowianie, literacko jest to cudo, logicznie jest to smak nad smaki, żart błyskotliwy ze wszystkimi niuasnsami jakie wynikają z naszych wad i narodowych zakrętów, których żadern obcokrajowiec nigdy nie wychwyci, chocby nie wiem jak się starał.

A znajomość polskich obyczajów, kultry i historii - i to tych najświeższych - zdumiewające.

Więc warto być Polakiem, który sprawnie funkcjonuje w USA, coraz lepiej mówi, coraz świetniej zna prawo i historię nowej ojczyzny, ale który nie wypycha na siłę z siebie tego, co dostał z powietrza, z nieba, z ziemi, od rodziców, przyjaciół, na ulicy, w sklepie... wszędzie, kiedy żył jeszcze w Polsce.

Bo i tak ma jedno zagwarantowane, niestety: "zamerykanizują" się na pewno jego dzieci.

Pozdr.
ZH

:)

Szczególne pozdrowienia dla Pani Anny i wszystkich, którzy życzliwie się o jej blogu wyrażają.
-
2007/06/15 16:46:15
Oj, z ta rodzina to nie do konca tak zle. Chyba nieodpowiednia gebe im dorobilam. Oni bardziej zartem mowia o mnie Amerykanka, bo w koncu z Ameryki przyjechalam. Nikt mi zle nie zyczy, mysle, ze szczerze ciesza sie, ze mi sie zycie jakos ulozylo.
W byciu troche zazdrosnym nie ma chyba nic zlego - wazne, aby nie byc zawistnym. Sami na pewno zazdroscicie ludziom roznych rzeczy, ale w takim dobrym znaczeniu - chcielibyscie tego samego, co ma ta osoba, ale jednoczesnie cieszycie sie, ze jej/jemu cos tam sie powiodlo.
Na pewno zdazylam juz przyzwyczaic sie do wygod w tym kraju (czytaj: zamerykanizowac) i moze, gdy jestem w Polsce wygladam na zblazowane Hamerykanke?
Dzikobycie i Gosciu - dzieki za odwiedziny. Witam u siebie.
-
2007/06/15 16:54:51
Witam ZH na blogu :-) Od razu wyobrazilam sobie meza, gdybysmy mieszkali w Polsce. Masz racje - nie ma szans, zeby sie spolonizowal. Mimo otwartosci charakteru i uwielbienia dla pierogow, zawsze pozostalby Jankesem z krwi i kosci.
Z tymi dziecmi to na pewno bedzie problem, bo wiem, ze beda wstawiac angielskie slowka do polszczyzny albo o zgrozo w ogole nie beda chcialy sie uczyc polskiego. Nie ma dwoch zdan, ze beda Amerykaninami z polska mama i tyle.
-
2007/06/15 17:13:01
a ja pamietam moja kuzynke, ktora razem z rodzicami i rodzenstwem wyjechala pod koniec lat 80-tych do Niemiec. i kiedy po pol roku gdzies tak zjawili sie w odwiedziny w PL, to kuzynka bardzo sie starala, zeby bylo slychac, ze ona jest z zagranicy. po niemiecku jeszcze nie najlepiej mowila, ale silila sie na akcent i "zapominala" slowek... zenujace to bylo! :O(

co do zamerykanizowania... to, ze sie czlowiek czesciej usmiecha po przylocie do PL i jest moze troche wiecej wyluzowany, to chyba nie efekt zamerykanizowania, a raczej nieco wiekszej lekkosci zycia - co jak co, ale nadal w Ameryce nieco lepiej "od pierwszego do pierwszego" przezyc niz w PL.

wazne zeby byc soba, nawet jak sie troche "nalapalo" zwyczajow "stad" ;O)

-
Gość: futrzak, 66.238.115.*
2007/06/15 21:58:40
Ja tez to o sobie slyszalam. Ze mi sie akcent zmienil. Tylko, ze jakos rodzina ani najbzsi nie zauwazyli. Inna sprawa ze trudno zeby nie jak siedze tutaj juz 9 lat a okazje do rozmow po polsku mam moze raz na miesiac przez telefon..

Co do reszty: widac roznice. Mnie uderzylo jak po 5 latach przyjechalam do kraju i sobie polazilam po miescie, pojezdzilam komunikacja miejska itd.

Uderzylo mnie przede wszystkim chamsto ludzkie, ilosc bluzgow dookola (ja sama do nie stroniacych od przeklinania naleze, ale to bylo ponad moje sily), totalne narzekactwo i tumiwisizm i czesto zawisc.

Slyszalam tez o sobie, ze mi sie podejscie do pracy zmienilo. To napewno i akurat z tego jestem dumna.

Jak dla mnie "zamerykanizowany" to jest ktos, kogo rodzice np. pochodza z Polski, ale ta osoba nie mowi juz po polsku, nie wie o naszym kraju wiele i generalnie sama siebie uwaza za Amerykanina z polskimi korzeniami.
-
2007/06/15 22:53:37
Ja tez witam ZH na blogu! To znaczy na Ani blogu :)
Czasami wydaje mi sie ze jedynymi prawdziwymi 100% Amerykanami sa imigranci ktorzy przyjechali tu ze swpoich krajow szukajac swojej Ziemi Obiecanej.
Ciezko pracuja, oszczedzaja, tworza rodziny, ucza sie, szczerze sie modla, wysylaja swoje dzieci do szkol....Tak naprawde ten krak powstal aby zycie toczylo sie w taki sposob, tylko imigranci spelniaja takie warunki.

No i ten akcent...toz jeszcze sam akcent nie swiadczy o zamerykanizowaniu sie czy tez spolonizowaniu.

Tak dla przykladu. Mialem tu kolege w radiu B96 , mial swoje audycje w eterze, wywiady z gwiazdorami, urodzony tu na miejscu, a polszczyzna rewelacyjna. Dzieki rodzicom.
-
hjuston
2007/06/16 00:29:25
a mi sie wydaje, ze zamerykanizowany to taki, ktory sie swojej polskosci wstydzi i stara sie ja nieudolnie zatuszowac. ania jak najbardziej nie jest zamerykanizowana, bo przeciez ma nawet przed domem polska flage!
-
2007/06/18 15:48:56
tez bym chciala miec przed moim domem polska flage.. pozdrawiam z Kanady
-
2007/06/18 16:52:42
Witam WPG.Girl. Flage kupic wraz z masztem, zamocowac uchwyt na przodzie domu i flage powiesic. I juz. Pozdrawiam z goracego Chicago.
-
Gość: , *.dsl.emhril.sbcglobal.net
2007/06/19 03:29:38
mysle, ze jezyk jest niezwykle wazny w zachowaniu polskosci (badz nie), bo to nie tylko slowa, ale rowniez wszystko, co za nimi stoi: pojecia, sposob myslenia, wspomnienia, korzenie... Dbam o niego, mija dziesiec lat, mam nadzieje, ze mi sie jakos podswiadomie nie psuje. Chce mowic dobrze po angielsku i rownie dobrze po polsku - i trzymac te jezyki niejako w osobnych pudelkach. Nie amerykanizowac sie w ten sposob.
Natomiast jesli mowa o amerykanizacji polegajacej na usmiechu, zadowoleniu z zycia, korzystaniu z mozliwosci poszerzania horyzontow, przyjaznym nastawieniu do swiata - to jak najbardziej. Amerykanizuje sie cala geba!